Mieszczanie płoskirowscy końca drugiej dekady XX wieku słynęli z uporu, wytrwałości i rozsądku. Mając bardzo mało ziemi najczęściej wydzierżawionej od miasta są bardzo obrotni, posiadając kilka fachów, nierzadko spotkać rolnika, który jest zarazem szewcem, mularzem, cieślą, i… masarzem, t. j. hodowcą świń.
Włościanie nazywają mieszczan „mieszczaniugami”, zaś ci włościan Maćkami draźniąc: „Maćku, Maćku, chodźta, kupcie juchy za dwa grosze ciepła, juchna, podsmażona, z cebulą, dobrą”, z powodu iż oszczędni kmiotkowie kupują krew bydlęcą na jeden grosik lub dwa. Odwdzięczając się, wieśniacy nazywają mieszczan ciepłą mieszczańską kiszką z tego powodu, że więcej używają mięsa, kiszek i kiełbas.
„Jak zaczną tak sobie przydomywać, mało nie połopamy ze śmiechu”. Włościanie rusinów nazywają „syczami” z powodu iż, gdy chłop jedzie wołami, zaraz sykocze. „ssss…”, i wół zatrzymuje bieg.
O szewcu mówią: koza nie towar, a szewc nie ludzie”. Złego stolarza nazywają partaczem.
Mularzy chlapaczami, za to że gipsem czy gliną chlapie o ścianę. „Niechaj mur będzie i 5 sążni, to un jak kinie kielrią, to i napewno dostanie”.
Rzeźników świń nazywają świniarzami, duszegubnikami z powodu że gubią dusze świńskie koląc w serce nożem.
Wszystkie stany i narodowości żyją ze sobą przykładnie w zgodzie, jednak jedni podkpiwają sobie często z drugich.
Oto jedna z piosneczek śpiewanych w Płoskirowie. Dziewczyneczko, kochaneczko, jakie imię Twoje? – Dziewczyneczka, Marynieczka nazywam się sobie. Czy ty mlikiem się umywasz, coś od mlika bielsza, czy ty różą się różujesz, coś od róży piększa”. Ja się mlikiem nie umywam, tylko mliko piję, ja przy pracy pięknie śpiewam, ja wesołc żyję. Ja się różą nie różuję tylko plete wianki, ja w niedzielę się ubieram, ide na hulanki”. -„Dziewczyneczko, kochaneczko, powiem ci na uszko, tak cię kocham, jak rajskie jabłuszko. Biegnie rosa z pod niebiosa na białe brzezine, kochaj mie Jasieńku tylko nie zdradliwie. Nie zdradziłem szczej nikogo, nie zdradze i Ciebie!
Oj, żebym tak nie odjechał Maryniu od Ciebie! Oj żebym tak nie dojechał do krzyżowej drogi! Szczej Jasieńko nie dojechał do krzyżowej drog, upadł z konia, złamał kark, a koniczek nogi. Oto tobie Marysieńku na widok się daje nigdy nie wierz kawaleru, choć Aniołem staje. Bo kawaler Boga się nie boje, nadaremnie Boga wzywa, o duszę nie stoi Będę ja podwiązywała trzewiczki wstążkami, już me bede przestawała z takimi błaznami.
Leave a Reply