Narodziny Armii Andersa. Część I

Późnym wieczorem 4 sierpnia 1941 r. wielki czarny „Zis” wyjechał z bramy więzienia na Lubiance, przejechał przez plac Dzierżyńskiego i zagłębił się w zaciemniony black-outem labirynt ulic Moskwy.

Wewnątrz, obok wysokiego dygnitarza NKWD siedział człowiek, którego wygląd był co najmniej nieodpowiedni dla pasażera wykwintnego wozu. Spod nasuniętej na czoło czapki, wygladały głęboko zapadłe oczy, ziomiste policzki pokrywał niegolony zarost, kołnierz zniszczonej marynarki, podniesiony do góry, zasłaniał brak koszuli.

Samochód zatrzymał się przed wysokim, nowoczesnym budynkiem. Dygnitarz wyskoczył z samochodu i troskliwie pomagał wysiąść swemu sąsiadowi, który kulejąc, z wysiłkiem stawiał kroki. Za chwilę obaj mężczyźni znaleźli się w pięknym urządzonym mieszkaniu.
„Eto wasza kwatira, gaspadin gienierał” – odezwał się dygnitarz do do swego towarzysza.

„A to pańska służba” – dodał wskazuje na kilka zginających się w ukłonie postaci. „Samochód, którym przyjechaliśmy jest pańską własnością. Jutro zgłoszą się do pana krawce i szewce. A teraz życzę panu dobrej nocy”.

Nowo mianowany dowódca Polskich Sił Zbrojnych w Z.S.R.R. zostaje sam. Wolny po 20 miesiącach więzienia. Może dysponować swoje osoba, może zgasić światło…

Nie wiemy, o czym myślał generał Władysław Anders w tę pierwsza noc po dniu, gdy dokonała się najdziwniejsza przemiana w jego życiu. Był świeżo mianowanym wodzem armii, z której narazie on jeden był na wolnosci. Miał stworzyć wojsko z ludzi, których nic wiedział, gdzie szúkać, z nędzarzy, jak on sam, zniszczonych do ostatnich granic możliwości.

Gdy na drugi dzień rano przedstawiciele władz sowieckich przybyli, by odwiedzić swego wczorajszogo więźnia, a dzisiejszego gościa, gen. Anders wręczył im spis Folaków, którzy według posiadanych przezeń informacji znajdowali się w więzieniach w Moskwie. Było wśród nich kilku generałów i wyższych oficerów, którzy później zajęli czołowo stanowiska w organizującej się armii, m.in. gen. Michał Karaszowicz, Tokarzewski, płk. dypl. Kazimierz Wiśniowski, płk.dypl. Leopold Okulicki-Lis.

Jeszcze dzień minął i wiadomość o powstaniu armii z nominacji gen. Andersa została podana do publicznej wiadomości w Z.S.R.R. Na falach eteru dotarła do najdalszych zakątków państwa sowieckiego. Przedostała się przez mury więzień i druty obozów, budząc radość i otuchę.

Armia, której pierwszy żołnierz, a zarazem, dowódca opuścił 4 sierpnia 1941 гoku celę na Lubianco, była wojskiem, które organizowało się w warunkach, o jakich pojęcia nie mają zołnierze żadnego ze współczesnych wojsk.

Żołnierze tej armii, po swych nieprawdopodobnie ciężkich przejściach nadawali się raczej na pacjentów domów zdrowia, aniżeli do służby wojskowej. W każdym razie potrzeba, im było przede wszystkim dobrego odżywiania, ubrania i odpowiednich pomieszczeń. Toge wszystkiego brakłe.

Słowo Polskie za: Słowo Polskie Słowo Polskie R.3, nr 14 (Wielkanoc 1944), Lwów, prasa podziemna, fot. kolesa.ru, 31 kwietnia 2026 r.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści