Walka o pracownika z Ukrainy. Jakie strategie wybrać by zachęcić do pozostania/powrotu do domu gości z kraju nad Dnieprem?

Po zakończeniu wojny Ukraina zmierzy się nie tylko z potrzebą odnowienia gospodarki. Jednocześnie będzie musiała realizować duże projekty infrastrukturalne i szukać siłę roboczą. Logicznie najbardziej pożądanymi pracownikami mogliby być pełnoletni obywatele, którzy uciekli z kraju nad Dnieprem w obawie o własne zdrowie i życie. Jednocześnie takie kraje, jak Polska, Niemcy, Czechy i inne kraje też będą starały się utrzymać pracowników z Ukrainy. Ta konkurencja może być bardzo ostra.

Goście z Ukrainy są bardzo dobrze zintegrowani z europejskim rynkiem pracy – za lata pobytu nauczyli się języków, zdobyli niezbędne doświadczenie zawodowe, a ich dzieci poszli do miejscowych szkół, uczelni i przedszkoli. Byli mieszkańcu kraju nad Dnieprem zaczęli zajmować nie tylko stanowiska najniższej rangi, lecz także średniego i wyższego szczebla menadżerskiego. A co na samej Ukrainie? Na razie prawie nie słychać dyskusji jak zrekompensować ewentualny niedobór siły roboczej. Są deklaracje polityczne, wyjazdy urzędników do „Centrów jedności” za granicę oraz zakusy, by kosztem mężczyzn w wieku poborowym zakrywać dziury w ukraińskim wojsku.

Tymczasem goście z Ukrainy stali się kluczową zagraniczną siłą roboczą polskiej gospodarki. Na koniec stycznia 2026 r. w Polsce oficjalnie pracowało 757 700 obywateli Ukrainy (prawie 68 proc. ogółu zatrudnionych cudzoziemców).

Jednocześnie zauważa się, że łączna liczba pracowników zagranicznych przekroczyła 1,1 miliona. To wskazuje na to, że gospodarka Polski jest coraz bardziej uzależniona od siły roboczej. W tym samym czasie tempo wzrostu płac w Polsce znacznie spowolniło. Jednym z powodów tego jest tzw. zmniejszenie presji inflacyjnej – jeżeli na początku 2025 roku wskaźnik cen towarów i usług konsumenckich w kraju wynosił 104,9 proc., to w okresie styczeń-luty 2026 roku spadł do 102,1 proc.

Co na to Niemcy? Państwo niemieckie w odróżnieniu od Polski może zaoferować wyższe zarobki, wyższe zasiłki dla niepracujących członków rodzin. A z innej strony większą „gettyzację” poprzez brak wspólnych wartości kulturowych i wyznaniowych. Język niemiecki jest trudny, a w szkole niemieckiej dzieciom z Ukrainy jest znacznie trudniej porozumieć się z rówieśnikami. Polska kusi wszechobecnością rówieśników z ukraińskich regionów na placach zabaw, rodzice nagminnie stykają się z rodakami w miejscach pracy. A emeryci bez problemów znajdą starszych pań czy panów z Zaporoża czy Chersonia do pogawędki.

Walka o pracownika z Ukrainy dopiero się rozpoczyna. Za granicą Iwan czy Serhij otrzymuje europejskie traktowanie jego praw, uczciwe zarobki i benefity korporacyjne. Na ojczyźnie zaś – brak potrzeby wynajmowania mieszkania, tańsze media i znajome otoczenie. Odpływ nawet 100 tys. ukraińskich pracowników z Polski czy Niemiec wywoła ogromny wstrząs gospodarczy. Chodzi nie tylko o brak pracownika jako takiego. Goście z Ukrainy są także konsumentami, którzy wydają prawie całą swoją pensję w polskich sklepach i płacąc za rozmaite usługi. Napędzając tym samym miejscową gospodarkę – lokalną, regionalną i krajową.

Na pewno końcowy wybór będzie za samym pracownikiem. Goście z Ukrainy są dobrze zorientowani w osobliwościach kijowskiego obozu politycznego. Oraz z relacji krewnych i znajomych wiedzą o realnej sytuacji gospodarczej – ceny paliw, żywności, stanie infrastruktury mieszkaniowej i drogowej. Nawet niewielka polska gmina może zaoferować infrastrukturę na miarę średniego ukraińskiego miasta obwodowego. Mogą to potwierdzić setki członków delegacji z Ukrainy, którzy tłumnie przybywali do Polski po Rewolucji Godności, by zapoznać się z polskim doświadczeniem. W gabinetach rządowych już teraz toczą się dyskusje jak zawalczyć o tego pracownika. Kto wygra tę walkę, ten zapewni żywotność własnej gospodarki na kilkanaście – kilkadziesiąt lat.

Słowo Polskie, fot. pexels; 30 lipca 2026 r.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści