W 1938 roku weteranka 1863 гoku Maria Bentkowska ukończyła 90 lat życia. W dzieciństwie żyła w pięknym dworze, dziedziczka rozległych włości na Ukrainie koło Żytomierza. Ukochaną swą córkę p. Adam Wyleżyński, wielki patriota, od najmłodszych jej lat wychowywał, jak chłopca, hartując ducha, aby nie znała, co to strach. Jakby przeczuwał, że przydać się to może dla sprawy. I przydało się istotnie.
Kiedy w domu pp. Wyleżyńskich utworzył się ważny punkt działań polskiego Rządu Narodowego, którego ojciec Marii był pełnomocnikiem, kiedy najwybitniejsze postacie tego okresu w domu tym zatrzymywały się mała dziewczynka potrafiła stać się potrzebną i pomocna.
– Mieliśmy – opowiadała p. Bentkowska – duży park, który łączył się z lasem, pełnym gąszczy. Było w nich sporo kryjówek tajemniczych, w których składano tajne papiery Rządu Narodowego dla powstańców i na odwrót – raporty powstańców. Kryjówki te znałam dobrze, i do nich wysyłał mnie ojciec po owe papiery. Szłam do lasu w nocy sama jedna, odnajdywałam wśród ciemności te miejsca, zabierając ze sobą korespondencję powstańczą. Nieraz na wiadomość, w niej zawartą, trzeba było jechać do obozu i zawieźć powstańcom potrzebną żywność lub ubranie. Funkcje te mnie poruczano, gdyż, jako dziewczynka, mniej zwracałam na siebie uwagi. A byliśmy otoczeni dokoła szpiegami, gdyż w każdej wsi, które należały do moich rodziców, byli popi prawosławni. We dworze tymczasem zainstalował się jenerał Różycki pod przybranym nazwiskiem, jako geometra. Była to niezwykła postać. Wychowanek Petersburga, porwany w sieroctwie przez Moskali, budził wśród nich wielkie nadzieje, jako oficer, i był ulubieńcem dworu. W chwili decydującej obudziła się w nim dusza polska, rzucił obiecującą karierę w szeregach carskich i poszedł na poniewierkę do powstania. Był on kierownikiem całej akcji na Ukrainie, i dlatego musiał często wyjeżdżać i znikać na czas dłuższy, co budziło szczególniejsze podejrzenia u Moskali.
Ta historyczna postać zaważyła niebawem także na losach małej Marii Wyleżyńskiej.
Wreszcie atmosfera zrobiła się tak niebezpieczna, że ojciec jej i Różycki musieli dom opuścić, jak się potem okazało – na zawsze. Pozostały same kobiety. Otoczone szpiegami i nękane najazdami Moskali, którzy rabowali, co mogli, postanowiły panie Wyleżyńskie uciec się pod opiekę stryja.
Tam to, przed dom stryjowski, zajechały pewnego dnia z hałasem trzy „trójki”, i moskiewscy oficerowie wyrwali gwałtem z objęć matczynych córkę Marię, uwożąc ją do Berdyczowa.
Wesoło brzęczały uprzęże „trójki”, a przechodnie mogli mniemać, że to jakieś rozbawione towarzystwo jedzie kuligiem przez ulice miasta. Ohydny gwałt doskonale był zamaskowany tym właśnie paradnym orszakiem.
A tymczasem serduszko małej branki tłukło się szalonym tętnem. Pierś rozpierała duma, że oto i ona cierpi za Polskę. Przed oczyma stawała jej bohaterska postać Pustowojtówny, która tak niedawno była w ich domu ukryta przez trzy tygodnie na strychu i której tam nosiła jedzenie.
Dalsze losy Marii okazały się straszliwe. Wtrącona do ciemnicy, nie znalazła tam strawy, ani też niczego, na czym by spocząć mogła, lub czym się przykryć – a był to grudzień. W siedzącej pozycji na kamiennej ławie zapadła w twardy sen.
Wtem blask latarki tuż przy twarzy i wrzaski żołdaków budzą nieszczęśliwą. Wyrwana brutalnie ze snu wśród nocy i wyciągnięta gwałtem z ciemnicy, staje przed swymi oprawcami na tortury badania.
Rozumiała doskonale po rosyjsku ale przez cały czas jej więzienia nie zdradziła się z tym. I Moskale musieli mi zadawać pytania po polsku. Chodziło im o nazwiska ludzi, bywających w domu jej ojca. Przede wszystkim męczono ją o wyjawienie prawdziwego nazwiska owego tajemniczego geometry, który nagle zniknął z ich domu, a który budził najwięcej podejrzeń. Niejednokrotnie patrzeć musiała dziecięcymi oczyma na najbrutalniejsze sceny życia, o jakich nie miała pojęcia. Wprowadzano ją do sali, gdzie miało być przesłuchanie, a tymczasem na sali szła zabawa w najlepsze. Porozbierani do bielizny oficerowie moskiewscy bezczelnie udawali, że mały świadek ich orgii w niczym ich nie krępuje. Wreszcie zwracali się do niej, aby zmaltretowaną, zziębniętą i głodną zmusić do wyjawienia najdroższych tajemnic. Najdroższych i najbliższych zarazem, bo jeszcze w sukience jej szeleściały zaszyte kartki, które mogły zgubić Marię i tylu innych, a których istnienia Moskale nie domyślali się.
Po kilku dniach ciemnicy, o chlebie i wodzie, przeniesiono Marię do innego więzienia, gdzie przebywała dwa tygodnie w towarzystwie kobiet, pochodzących z najgorszych mętów.
I tam również następowały nocne badania. Obudzona nagle ze snu, jakże łatwo mogła się załamać i wyrzec nieostrożnie nazwisko, o które tak gwałtownie była pytana! A jednak nie załamała się nigdy, i ten niesłychany w jej wieku hart ducha dał jej przetrzymać wszystko.
Matka Marii robiła tymczasowo starania o uwolnienie córki. Klejnoty rodzinne poszły na jej wykup. Już sama brosza diamentowa miała olbrzymią wartość. Otrzymane za nią pieniądze dopomogły małej Marii do powrotu pod dach rodzinny…
Potem było zamążpójście i działalność społeczna w czasie Wielkiej Wojny na Syberii, dokąd była delegowana celem niesienia pomocy zesłańcom. Ta niezwykłej siły i hartu kobieta, mimo bardzo już podeszłego wieku w roku 1938, czynna była przed tym, jako sanitariuszka we Lwowie, podczas okupacji tego miasta przez Moskali.
W roku 1863 nie było jeszcze harcerstwa polskiego, nie było praw harcerskich, a przecież Maria Wyleżyńska-Bentkowska prawa te godnie wypełniała. Służba Bogu i ojczyźnie, dotrzymywanie tajemnic, podchody leśne, wytrzymałość na niedolę więzienną, harda postawa wobec wroga.
Opis ilustracji: Maria Bentkowska (czwarta z prawej) podczas uroczystości z okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej, Warszawa – 1930, NAC.




































Leave a Reply