W dniach 14–17 września w austriackim Puchbergu odbyło się europejskie sympozjum „Kształtowanie synodalności w Europie. Od wizji do planu działania”. W spotkaniu wzięło udział 180 przedstawicieli Kościołów z ponad 30 krajów, wśród nich biskupi, świeccy eksperci oraz członkowie komisji synodalnych.
Wśród uczestników znalazła się również Oksana Furman, przedstawicielka Komisji Duszpasterstwa Rodzin przy Konferencji Episkopatu Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie. Oto tekst wystąpienia: Dzień dobry. Jestem wdzięczna za możliwość bycia tutaj razem z wami. Nazywam się Oksana Furman. Jestem Ukrainką. Jestem lekarką, specjalistką w dziedzinie położnictwa i ginekologii, a także wykładam na Uniwersytecie Medycznym. Dzisiaj jednak chcę mówić przede wszystkim jako kobieta z Ukrainy, jako chrześcijanka i jako osoba, której życie zostało ukształtowane przez ateizm i wiarę, przez wojnę i nadzieję.
Pochodzę z całkowicie ateistycznej rodziny. Zostałam ochrzczona, gdy miałam pięć lat, potajemnie przed moim ojcem. W dzieciństwie prawie nic nie wiedziałam o Bogu; czułam jedynie, że On istnieje. Po raz pierwszy weszłam do kościoła, gdy miałam szesnaście lat, już po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości. Dla ludzi żyjących w Związku Radzieckim wejście do kościoła bez strachu było już znakiem wolności. Tam, krok po kroku, Bóg zaczął mnie prowadzić.
Wojna była obecna w mojej rodzinie na długo przed obecną wojną. Mój dziadek ze strony mamy zginął podczas II wojny światowej, gdy moja mama miała zaledwie dwa lata. Dorastała bez ojca i nigdy w życiu nie używała słowa „tata”. Cień wojny już wtedy był więc częścią pamięci naszej rodziny.
Ukraina odzyskała niepodległość bez rozlewu krwi. Jednak w 2014 roku wojna wróciła. Od początku pełnoskalowej inwazji wojna przeniknęła do każdej sfery naszego życia. Straciłam dwóch kuzynów. Jako lekarka, wykładowczyni i członkini ukraińskiego społeczeństwa spotykam wojnę w wielu jej obliczach.
Jedną z moich pacjentek była czternastoletnia dziewczynka z Buczy. Podczas okupacji w 2022 roku była świadkiem straszliwej przemocy wobec swojej rodziny. Jej ojciec został zabity. Po tym wydarzeniu dziewczynka przestała mówić. Przyszła do nas z traumą w ciele i z milczeniem, którego żadne dziecko nigdy nie powinno w sobie nosić. Dla mnie jest to jedno z oblicz wojny: moment, w którym znika nawet dziecięcy głos.
Spotykam wojnę również wtedy, gdy mój siedmioletni bratanek pyta, dlaczego musi siedzieć w schronie zamiast w klasie, ponieważ we wrześniu nie ma ani jednego dnia bez alarmu lotniczego. Spotykam ją, gdy pyta: „Dlaczego Bóg na to pozwolił? Dlaczego Bóg tego nie zatrzyma?”. Te pytania rodzą się ze strachu, bólu i z samego serca ludzkiego cierpienia.
A jednak, będąc w samym środku tej rzeczywistości, mogę powiedzieć: kiedy mówię o wojnie, nie mówię tylko o bólu, strachu i stracie. Mówię również o miejscu, w którym Ewangelia staje się konkretną rzeczywistością. W ciemności wojny słowa „Chrystus zmartwychwstał” nie są jedynie piękną formułą z przeszłości. Są słowem, w które trzeba na nowo uwierzyć każdego poranka. Stają się światłem tam, gdzie nie ma światła, i siłą wtedy, gdy wyczerpują się ludzkie siły.
Wojna rani ciała, domy, relacje, pamięć i nasze zaufanie do przyszłości. Wojna rozdziela rodziny i zmusza dzieci do zbyt szybkiego dorastania. Jednak widziałam żywą Ewangelię. Widziałam, jak ludzie dzielą się chlebem, schronieniem, lekami, swoim czasem, łzami i modlitwą. Widziałam wiarę nie jako ideę, lecz jako dłoń wyciągniętą ku drugiemu człowiekowi.
Dla mnie właśnie tutaj zaczyna się nadzieja. Nie jako optymizm ani zaprzeczanie cierpieniu, lecz jako obecność Zmartwychwstałego Chrystusa pośród zranionych ludzi. Zmartwychwstały Pan nie przychodzi do nas bez ran. Przychodzi z ranami, których dotknęła moc zmartwychwstania. Oznacza to, że nasze rany nie są pozbawione sensu. Mogą stać się miejscami, w których objawia się miłość i gdzie współczucie okazuje się silniejsze od strachu.
Pokoju nie można budować, zapominając o prawdzie, godności, sprawiedliwości czy łzach ofiar. Chrześcijańska nadzieja daje nam jednak odwagę, by wierzyć, że nienawiść nie musi stać się naszą tożsamością. Możemy cierpieć, a jednak kochać. Możemy pamiętać, a jednak się modlić. Możemy być zranieni, a jednak stawać się świadkami pojednania.
Wierzę, że Europa potrzebuje dziś tego świadectwa. Musimy pamiętać, że osoba ludzka jest święta. Musimy słuchać tych, którzy cierpią, sercem gotowym do przemiany. Potrzebujemy Kościoła, który nie pozostaje obojętny wobec ran świata, lecz wchodzi w nie z czułością Chrystusa.
Dla mnie najgłębsze przesłanie brzmi: Chrystus zmartwychwstał, a zatem żadna rana nie znajduje się poza zasięgiem Bożej miłości. Zmartwychwstanie nie usuwa krzyża, lecz przemienia go w drogę życia. Dlatego nawet w czasie wojny możemy nadal mówić o nadziei, pracować na rzecz pokoju i wierzyć, że miłość jest silniejsza.
Mogę powiedzieć to wszystko, ponieważ Bóg nieustannie działa w moim życiu poprzez wielkie dary, które otrzymuję w Kościele: Jego Słowo, Liturgię oraz wspólnotę neokatechumenalną, w której mogę na nowo odkrywać znaczenie i łaskę mojego Chrztu.
Oksana Furman, tłumaczenie Lidia Baranowska; 5 października 2026 r.
Leave a Reply