Polska gospodarka wyprzedziła gospodarkę Ukrainy i 13 innych krajów Europy razem wziętych

Gospodarka Polski oficjalnie wyprzedziła szwajcarską i weszła do pierwszej dwudziestki na świecie, przekraczając wielkość rocznego PBK 1 bilion dolarów. Jaka jest tajemnica tego cudu gospodarczego?

Wracając do roku 1990, gdy ZSRS się rozpadł, Ukraina i Polska były w dokładnie takich samych warunkach.

Nawet więcej – na początku 1990 roku gospodarka Ukrainy z 81 mld dolarów przewyższała gospodarkę Polski (66 mld dolarów). A według prognoz na 2026 roku PKB Polski osiągnie 1,1 bln dolarów i będzie równy całkowitemu PKB nie tylko Ukrainy, ale także trzynastu innych krajów Europy Wschodniej i Bałkanów razem wziętych!

Polacy mieli własny Plan Balcerowicza. Po prostu zacisnęli zęby, zaaranżowali dla siebie terapię szokową, odpuścili ceny i obcięli dotacje państwowe dla zbankrutowanych fabryk. Inflacja 500 proc.? To był biznes, ale rynek został natychmiast oczyszczony ze wszystkich ekonomicznych „zombie”.

Bez względu na to, kto później dojdzie w nich do władzy — lewica, prawica, centryści, konserwatyści —, nikt nie zaryzykował wycofania tych podstawowych reform. Globalny inwestor przyjrzał się temu żelbetowemu spokojowi, zdał sobie sprawę, że zasady gry tutaj nie zmieniają się w każdy poniedziałek i zaczął wpłacać pieniądze.

Podczas gdy inni bawili się w geopolitykę, pławiąc się w korupcji, dumni, że „mamy own way” — Polacy wyhodowali swoich „ukrytych championów” — niektórych producentów okien dachowych (Fakro) lub autobusów miejskich (Solaris), którzy po cichu stawali się światowymi liderami. Choć szczerze mówiąc, w Polsce (oprócz Bedronki i Zabki) — jest jeszcze niewiele znanych firm, to w większości duże inwestycje dokonują tam poważni gracze europejscy, koreańscy i japońscy.

I oddali sektor bankowy obcokrajowcom swoim nudnym zachodnim zarządzaniem ryzykiem. Jaki wynik? W światowym kryzysie 2008−2009 Polska pozostała jedynym krajem UE, który nie upadł. A co najważniejsze — no ratuje „ich” banki dla pieniędzy podatników.

Ale apetyty są duże. Najpierw utworzono Specjalne Strefy Ekonomiczne. A w 2018 roku w ogóle powiedzieli: „Teraz cały nasz kraj — to jedna solidna strefa inwestycyjna”. Jednocześnie nie można powiedzieć, że mają najniższe podatki. Tu nie chodzi o to — Polska ma inne mocne strony:

  1. Rozwinięta infrastruktura;

  2. Stabilność ustawodawstwa;

  3. Konkurencja między regionami dla inwestora;

  4. Niskie świadczenia społeczne — w rezultacie ludzie są zmotywowani do pracy i obniżają poziom nieproduktywnej imigracji;

  5. Łatwość zakładania i rozwijania działalności gospodarczej;

  6. Bardzo niski poziom korupcji (choć oczywiście nie jest ona całkowicie nieobecna).

Dzięki temu weszły poważne firmy. Bierzemy koreański LG. Początkowo we Wrocławiu montowano telewizory, a obecnie zbudowano tam największą w Europie fabrykę akumulatorów do samochodów elektrycznych. Kolejka za bateriami jest z Audi, BMW i Porsche. Czyli kiedy menedżer w Monachium naciska pedał swojego nowego elektrycznego Porsche, energia dla niego powstaje w Polsce. Abyście zrozumieli skalę: tylko ten produkt stanowi około 3 proc. całego eksportu Polski ogółem. Jedna fabryka — trzy procent eksportu!

Wszystko jest również bardzo dobrze w sferze IT. Zamiast być po prostu tanim outsourcem dla Zachodu (Ukraina), Polacy zaczęli wytwarzać swoje produkty za europejskie pieniądze venture. Studio gier wideo CD Projekt wydało Wiedźmina i Cyberpunk 2077. Poważne zyski pozostały do pracy w domu.

Sektor rolniczy? Po wejściu do UE Warszawa wywalczyła 76 miliardów Euro dotacje bezpośrednie wyłącznie dla rolników. Teraz polski rolnik z łatwością generuje 1142 dolarów finansowej wartości dodanej na hektar. Dodaj tutaj kolejne 245 miliardów euro z funduszy strukturalnych UE, które przekształciły się w luksusowe autostrady. Teraz fabryki można budować praktycznie w każdej wiosce, ponieważ logistyka jest idealna.

I ostatnie – demografia. Kiedy przybyły miliony migrantów (wszyscy rozumiemy, gdzie i dlaczego), polska gospodarka po prostu ich wchłonęła i wysłała do pracy. Oficjalne zatrudnienie tej nowej siły roboczej — 69 proc. Dopiero w 2024 r. wygenerowały one dodatkowe 2,7 proc. całkowitego wolumenu polskiego PKB. Choć jest też bardzo alarmujący telefon: wskaźnik urodzeń w samej Polsce jest już bardzo niski — 1,01 na kobietę (2024, oficjalne dane GUS) —, czyli bez imigracji populacja spadłaby!

Krótko mówiąc, patrząc na ten polski bilion z kanapy ukraińskiego przedsiębiorcy można dostrzec jedną prostą rzecz.

Cudem gospodarczym — nie jest poszukiwanie jakiejś wyjątkowej „ścieżki”, i nie oczekiwanie dobrego czarodzieja z nieograniczonym kredytem. To po prostu możliwość uzgodnienia raz twardych zasad gry i zaprzestania ich ciągłego zmieniania.

Podczas gdy inni będą szukać magicznych przepisów na zbawienie i wymyślać ekonomiczny rower w talk show, Polacy po prostu będą w przyszłości nudni i pragmatyczni w drodze po swój drugi bilion. Ponieważ budowanie instytucji żelbetowych — jest trochę trudniejsze niż pisanie pięknych strategii.

SP za: minfin, Petro Czernyszow, fot. Wikipedia, 27 marca 2026 r.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści