„Kordyan” na scenie lwowskiej w rocznicę Listopadowego powstania

Gdy Juliusz Słowacki pisał „Kordyana”, miał ambicję dorównania „Dziadom 11 Mickiewicza. Próba wypadła niepomyślnie, choć poeta włożył dużo własnej duszy w to swoje dzieło. Slaby jest Kordyan i dziecinny kochanek w porównaniu z Gustawem — słaby i śmieszny konspirator w porównaniu z Konradem. W ielka piękność wiersza w rozmaitych ustępach poematu, zasłania przed czytelnikiem zasadniczą słabość kreacji.

„Kordyan” podobnie jak „Dziady”, uchodził za fragment, nie nadający się do przedstawienia na scenie i nigdy jeszcze nie był widziany przez tłumy.

Dopiero Józef Kotarbiński w Krakowie ośmielił się wprowadzić na scenę „Kordyana” z wielkim powodzeniem na kilka dni przed listopadową rocznicą — a w sam dzień 29 listopada grano „Kordyana” w teatrze krakowskim po raz trzeci, z wyraźną wzmiank ą na afiszach, że to przedstawienie m a być uczczeniem pamiętnej rocznicy.

Z punktu widzenia teatralnego rzecz się najzupełniej udała. Główna rola była grana przez pana Tarasiewicza z głębokim zrozumieniem charakteru Kordyana.

Widzieliśmy tu prawdziwego neurastenika, nie umiejącego liczyć się z własną słabością, trawionego ciągiem rozmyślaniem o swym stanie, a pozbawionego tej pokory, która większym duchom każe wybrać sobie najskromniejsze zadanie i wznosić się powoli ku wyższym celom. Kordyan chce od razu wielkich rzeczy, a potyka się o małe. To też dochodzi do smutnego wniosku, że „nie módz — to piekło”. Podział poematu na dziesięć obrazów, z opuszczeniem epizodów zbytecznych dla właściwej akcji, uprzystępnił „Kordyana” szerszym kołom widzów i należy się wdzięczność za to dyrektorowi krakowskiej sceny — bo choć „Kordyan” nie jest wzorem do naśladowania, to widok jego na scenie może być pouczającą przestrogą dla tych licznych Kordyanów, dziś jeszcze ciągle występujących na scenie życia.

Ale dlaczego urągać bohaterom z 29 listopada, przedstawiając na scenie „K ordyana” w rocznicę ich odważnego i konsekwentnego działania? W taką rocznicę pragnęlibyśmy widzieć na scenie Konrada, nie Kordyana — filaretów Wileńskich raczej, niż tych urojonych spiskowców, wymyślonych przez Słowackiego, a nigdy nie istniejących w naszej historyi.

Przedstawiwszy „K ordyana”, dzieło napisane pod wpływem „Dziadów” i dla konkurencji o sławę z Mickiewiczem, p. Kotarbiński zaciągnął moralne zobowiązanie względem publiczności krakowskiej: pokazawszy parodyę przejścia od miłości kobiety do miłości do ojczyzny — pokazawszy, jak umie przezwyciężyć przeszkody sceniczne, dla przedstawienia fragmentu przeważnie lirycznego — p. Kotarbiński winien jest nam wystawić „Dziady” na scenie, pokazać nam potężnego męża, który w miłości kobiety znalazł nie źródło neurastenii, lecz prawdziwe źródło siły ducha, wznosząc się od miłości jednej osoby do tej wielkiej miłości, która tłumy ogarnia.

Pan Tarasiewicz w swej interpretacji Kordyana złożył obfite dowody, że zdoła też oddać nam Gustawa i Konrada. Przy doskonałym składzie artystów, jakimi się w teatrze krakowskim pan Kotarbiński otoczył, nie zbraknie sil i dla innych ról w naszym dramacie narodowym, którego przedstawienia oczekujemy d. 25 marca w rocznicę powstania Kościuszki.

A tym czasem niech przyjeżdżają do Krakowa z calei Polski patzreć na uscenizowanego „Kordyana” ugodowcy wszystkich trzech zaborów, ale nie w rocznicę naszych powstań. Dla ugodowców
„Kordyan” jest rozczulającym, pouczającym, prawdziwym dramatem z życia wziętym. Toż według nich każdy ruch narodowy jest nerwowym, niezdrowym porywem Kordyanów z motyką na słońce. Toż car Mikołaj i wielki książę prezentują się wspaniale na scenie — liczne wojsko (malowane) słucha ich rozkazów, a nawet K ordyan nie śmie się opierać, gdy go naczelnik znieważa.

To się podoba tym rozważnym naturom, dbałym o czyny w służbie Mikołaja, lub Wilhelma. Malowane wojsko będzie im imponowało tak, jak im imponuje papierowe wojsko dzisiejsze wielkich mocarstw.

Dla tych, co wierzą w naród, „Kordyan” może być tylko smutną przestrogą — przestrogą nie opartą bynajmniej na historycznych faktach, tylko na tle indywidualnej psychologii dekadentów.

Słowo Polskie na podstawie Słowo Polskie, Nr 6, 4 stycznia 1900 r., fot. Polona, 28 stycznia 2026 r.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści