Cecora – nazwa, która dzięki ofiarności hetmana Żółkiewskiego, podniosła morale polskiego narodu

Cecora i Chocim – te miejscowości długo trwają w pamięci polskiego narodu. Pierwsza obudzało bolesną zadumę, nie bez wyrzutu sumienia z powodu braku należytego wsparcia dla wysiłków hetmana Żółkiewskiego, rozpamiętywanie grzechów narodowych, których ofiarą padł jeden z najczystszych i najdzielniejszych ludzi w ojczyźnie. Druga dźwiękiem swoim przypominało trzy aż drogie i podniosłe wspomnienia: wojnę chocimską, będącą odwetem za Cecorę, walne Sobieskiego zwycięstwo, powtórny, świetny odwet za krew pradziada, przez prawnuka Sobieskiego dany, i owo cudo odwagi Kazimierza Pułaskiego, gdy przy świetle płonącego Żwańca przeprawiał się przez kry Dniestrowe z okopów św. Trójcy, pod opiekę tureckiego baszy, który zmienną losów koleją był przyjacielem Polski i walczącej za jej niepodległość konfederacji.

W obozie pod Cecorą w dniu 6 października 1620 r. kochający małżonek i ojciec, hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski w liście do małżonki przewidział swoją śmierć, która miała nastąpić dzień później. Wobec coraz gwałtowniej nacierającego nieprzyjaciela, wobec uciekania ciurów obozowych na wszystkie strony, tabor wojska koronnego posuwać się nie mógł można się było spodziewać ostatniego szturmu i zguby.

Rozkaz w zdemoralizowanym wojsku nie mógł się spodziewać posłuchu: radę zwołać należało. Różniły się zdania: czy zmniejszyć tabor wozowy, czy uciekać taborem konnym. Taborem konnym zwało się powiązanie koni w wielkie półkole; jeźdźcy zsiadali i gnali konie przed sobą, ochraniając się w ten sposób przed natarczywością nieprzyjaciół.

Zwyczaj ten kozacki zwano także batożeniem. Za konnym taborem wbrew hetmanowi oświadczyła się rada podwładnych. Żółkiewski zsiadł z konia i na znak, że ginąć chce z innymi, przebił go szablą. Co uczynił hetman, nie uczyniło wojsko zdemoralizowane: skoro konie od wozów odprzągnięto, każdy dosiadł pierwszego lepszego i gonił, ratując życie. Garstka walecznych stopniała z 500 na kilkunastu. Podawano Żółkiewskiemu konia: „Nie wsiądę na konia, rzekł, miło mi przy was umierać, niech Bóg wyrok, który uczynił, kończy”. Gdy husarz Złotopolski gwałtem wsadził sędziwego starca na siodło, nadbiega jakaś garstka walecznych, koń Żółkiewskiego porywa starca…

Tu urywają się wiadomości – hetman dzielił prawdopodobnie losy tej garstki do śmierci. Ramię jego raz jeszcze podniosło miecz, i miecz z ramieniem odleciał od cięcia drugi zamach zadał mu cios śmiertelny. Głowa odcięta, jak niegdyś głowa Warneńczyka, na oszczepie Tatara rusza do Iskender baszy – ten śle ją w upominku sułtanowi, aby zdobiła pałac Padyszachów.

Miejsce, gdzie hetman głowę położył, odnalazła dla serca swego i pamięci historii żona Żółkiewskiego i ozdobiła pomnikiem taż sama Żółkiewska, która swym listem: Cito, citissimo – jako prawdziwa małżonka rycerza skłoniła T. Zamoyskiego do zaciągów przeciw napadowi Tatarów i przeszkodziła, że czambuły tatarskie mniejszą, niż się obawiać można było, szkodę w granicach Rzeczypospolitej sprawiły.

Takim to sposobem trafność swojej polityki, głębokie przekonanie o trudności przedsięwzięcia, przypieczętował śmiercią zwycięzca w tylu bitwach Stanisław Żółkiewski. W tejże samej sejmowej sali, gdzie hetman usprawiedliwiał się z zawartego w Jarudze traktatu – w listopadzie 1620 r., wśród głuchego milczenia przytomnych oddawał T. Zamoyski pieczęć i buławę zmarłego. Obudziło się w narodzie sumienie, sejm odznaczył się dawno niewidzianą zgodnością. Skąpi zwykle posłowie uchwalili pobór, zaciągnięcie pożyczki liczni kandydaci do buławy i pieczęci spokojnie znieśli zatrzymanie wakansów, dopóki krew Żółkiewskiego pomszczona nie będzie. Karol Chodkiewicz, hetman wielki litewski, sławny z żelaznego rygoru, który w wojsku utrzymywać umiał, miał stanąć na czele wojsk Rzeczypospolitej. Rozesłano poselstwa po Europie – do dalekiej Anglii nawet jeździł Jerzy Ossoliński. Polska przez zimę na wiosnę 1621 r. stała się jednym wielkim, gotującym się do wojny obozem.

Rezultat tych przygotowań wszakże nie przenosił 40,000: drugie czterdzieści, rzecz to głęboko przyszłe dzieje objaśniająca, dostawił Konaszewicz, hetman Zaporoża. Tureckie wojsko, gdzieś widział Azyę i Afrykę, mieszkańców z nad Eufratu i Nilu ruszonych, dochodziło ogromnej naonczas liczby 300,000 żołnierza. Nigdy, odkąd Polska stała, taka potęga turecka nie zagroziła jej granicom. Rok przedtem byłaby ona zwycięzki swój sztandar zatknęła na murach Krakowa, teraz śmierć hetmańska opamiętała wszystkich – a najsilniejszą Polski warownią stał się człowiek, którego już nie było między żyjącymi!

Jakoż, o ile buta, zuchwalstwo, lekkomyślność garstki rycerstwa cechuje wyprawę cecorską, o ile o miedzę graniczy w niej, jak to zwykle bywa, przemądrzanie wodza i zapał walki naoślep z buntem i strachem panicznym, o tyle chocimska wyprawa jest wzorem roztropności i zręcznego użycia mniejszej siły przeciw ogromowi.

Słowo Polskie za: Szujski, Józef (1835-1883), 1917, polona, fot. polona, 29 lutego 2026 r.hocim i Cecora

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści