W Dniu Kobiet często mówimy o sile, determinacji i odwadze. Wspominamy kobiety, które zmieniają świat. Rzadko jednak myślimy o tych, które niosą nadzieję tam, gdzie ziemia drży od wybuchów.
Na linii frontu w Ukrainie jedną z takich kobiet jest Olsztynianka Rosslyn Stevenson – Szwec, historyk sztuki, kapelanka wojskowa i ratowniczka pola walki, która od początku wojny służy żołnierzom. Nie z bronią w ręku. Z Ewangelią.
Od sztuki do frontu
Jeszcze kilka lat temu jej świat był wypełniony sztuką, podróżami, zdobywaniem szczytów gór wysokich.
Dziś jest wypełniony hełmami, wojskowymi plecakami i spojrzeniami ludzi, którzy widzieli zbyt wiele.
Wraz z mężem, Robinem olsztyńskim filharmonikiem, jako certyfikowani kapelani wojskowi, wyjeżdżają z pomocą humanitarną i duchową w ramach Olsztyńskiego Konwoju Humanitarnego wspierającego Ukrainę.
Kobieta w świecie wojny
Front to przestrzeń, która wielu kojarzy się wyłącznie z męską siłą i militarną twardością. Błoto, okopy, ostrzały, nocne alarmy, ranni. A jednak pośród tego świata jest ona – kobieta, często w kamizelce kuloodpornej i hemie, z biblią i krzyżem w dłoni.
Żołnierze patrzą zaskoczeni.
– Kobieta tutaj? A potem zaczynają mówić rzeczy, których nie powiedzieliby nikomu innemu.
Rosslyn słucha.
Słucha o strachu przed śmiercią. O tęsknocie za domem, rodziną, dziećmi.
O poczuciu winy po utracie towarzysza. O gniewie, który pali od środka.
W jej obecności wielu z nich po raz pierwszy pozwala sobie na łzy.
Kobieta wśród żołnierzy
Na froncie nie ma miejsca na stereotypy. Jest miejsce na człowieczeństwo.
Żołnierz Maksym:
– Kiedy pierwszy raz przyszła do naszego oddziału pomyślałem:
-Co tu robi kobieta? A potem usiadła obok mnie i zapytała:
-Czego się boisz?
Nikt wcześniej mnie o to nie zapytał.
-Powiedziałem jej o synu. O tym, że nie wiem, czy mnie jeszcze zobaczy. Nie dawała wielkich odpowiedzi. Po prostu słuchała. Była.
Żołnierz Andrij:
-Ona nie boi się wybuchów, ale najbardziej podziwiam to, że nie boi się naszych łez.
Na jednym z wyjazdów otrzymała wiadomość od młodego żołnierza:
-Rosslyn, kiedy pani przyjeżdża, czuję, że świat jeszcze o nas pamięta. Dziękuję za to.
Rosslyn przechowuje takie kartki w kieszeni kurtki taktycznej.
– Przypominają mi, po co tu jestem – mówi.
Jednej nocy ostrzał był szczególnie intensywny, baza trzęsła się od wybuchów shahedów i rakiet. Zgasło światło. W ciemności Robin zaczął się modlić półgłosem. Rosslyn cicho zaintonowała pieśń. Nie była to pieśń triumfu. Była to pieśń ufności. Cicha, spokojna, jakby ktoś zapalał małą świecę w środku burzy. „Choćbym szedł doliną cienia śmierci, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną…”
– Wtedy zrozumiałem – wspomina młody żołnierz lwan – że odwaga nie zawsze krzyczy. Czasem po prostu trwa.
Rosslyn nie ukrywa, że się boi.
– Strach jest ludzki, to jedna z emocji, naturalna reakcja, mówi. Ale większa niż strach jest wierność Bogu.
Jej przesłniem są słowa z Księgi Jozuego: „Czyż nie rozkazałem ci? Bądź mocny i dzielny! Nie bój się i nie przerażaj! Bo Ja, Pan, twój Bóg, będę z tobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz”.
– Nawet tutaj? – pytają żołnierze.
– Właśnie tutaj – odpowiada.
Macierzyńskie serce w okopie
Wielu wojskowych mówi, że obecność kobiety na froncie ma szczególne znaczenie. Nie chodzi o słabość. Chodzi o czułość, Rosslyn modli się z nimi, namaszcza olejem tych, którzy za chwilę jadą na niebezpieczną misję. Czyta im słowa pocieszenia z Psalmów. Czasem jej gest – dotknięcie ramienia, spojrzenie pełne współczucia – mówi więcej niż jakiekolwiek kazanie.
– Przypomina mi moją mamę – wyznaje jeden z żołnierzy.
-A jednocześnie mówi o Bogu z taką pewnością, że zaczynam wierzyć, że On naprawdę jest blisko.
W świecie, który codziennie pokazuje brutalność, jej obecność staje się znakiem innej rzeczywistości. Rzeczywistości Królestwa Bożego.
Ewangelia silniejsza niż strach
Rosslyn i Robin nie przychodzą na front z politycznym przesłaniem. Przychodzą z Ewangelią.
Z przypomnieniem, że Chrystus nie stoi z daleka od cierpienia, że przeszedł przez krzyż. Zna ból, zdradę, samotność i śmierć, i że zmartwvchwstał.
– Najważniejsze, by żołnierz wiedział, że jego życie ma wartość wieczną – mówi Rosslyn. – Ta wojna nie jest ostatnim słowem.
Wielu żołnierzy klęka do modlitwy po latach milczenia. Wielu po raz pierwszy świadomie oddaje swoje życie Chrystusowi. Nie dlatego, że ktoś ich zmusza. Dlatego, że w obliczu śmierci odkrywają prawdę o swojej kruchości i potrzebie zbawienia.
Dzień Kobiet – inne oblicze siły
W Dniu Kobiet świat celebruje sukcesy, osiągnięcia, niezależność.
Dla Rosslyn Dzień Kobiet nie jest świętem kwiatów. To dzień kobiet silnych, cichych, obecnych.
Historia Rosslyn pokazuje inne oblicze kobiecej siły.
Siły, która klęka do modlitwy.
Siły, która nie ucieka przed cierpieniem innych. Siły, która idzie do okopów, by powiedzieć: ,,Bóg cię nie opuści!”
Czy trzeba być bohaterką, by pełnić taką służbę?
Być może wystarczy jedno: odpowiedzieć „tak” na Boże wezwanie.
Rosslyn nie uważa się za bohaterkę.
– Jestem tylko narzędziem – mówi. – Jeśli choć jedna osoba pojedna się z Bogiem, warto było iść.
W świecie rozdartych rodzin, zniszczonych miast i niepewnego jutra, kobieta z Ewangelią w ręku staje sie znakiem nadziei.
Bo tam, gdzie ziemia drży od wybuchów, Bóg nadal działa. A czasem Jego odpowiedzią na ludzki strach jest kobieta, która odważyła się uwierzyć i pójść.
Historia Rosslyn i Robina nie jest tylko opowieścią o dwojgu kapelanach. Jest pytaniem skierowanym do każdego z nas.
Czy nasza wiara jest gotowa wyjść poza komfort?
Czy jesteśmy gotowi świadczyć o Chrystusie tam, gdzie jest trudno?
Czy ufamy, że Bóg jest z nami dokądkolwiek pójdziemy?
Nie wszyscy jesteśmy powołani na linię frontu. Ale każdy chrześcijanin jest powołany do misji, do modlitwy, do odwagi. Do dawania świadectwa.
W okopach Ukrainy, pośród huku wybuchów rodzi się coś niezwykłego: ludzie odnajdują Boga.
Bo gdy wszystko inne się chwieje, jedna prawda pozostaje niewzruszona:
Chrystus żyje, zbawia i jest obecny – nawet tam, gdzie ziemia drży od ognia.
Rosslyn Szwec, 8 marca 2026 r.
Leave a Reply