Wszystko zaczęło się w 1928 roku, kiedy na mocy decyzji Rady Komisarzy Ludowych ZSRS rozpoczęto budowę obiektów obronnych na terenie 13 rejonów umocnionych południowych wówczas krańców Związku Sowieckiego. Wówczas powstał tak zwany „Tron Stalina” pod Noskowcami, zbudowany z ziemi, którą przynosili w czapkach skazańcy. Do dnia dzisiejszego w pobliżu “tronu” kierowcy często widują młodą damę ubraną na biało. A piesi wpadają w otępienie aż do rana. Takie legendy opowiadają mieszkańcy wiosek graniczących z tą drogą śmierci.
Z Leningradu aż do ówczesnej granicy z Rumunią w Mohylewie Podolskim droga „Stalina” przebiega przez terytorium sześciu powiatów obwodu winnickiego (w starych granicach z czasów USRS). Zaczyna się w Chmielnickim, przecina szosę winnicko-chmielnicką w Lityńskim, przechodzi w pobliżu Żmerynki, omija wszystkie wsie rejonów barskiego i murowananokuryłowieckiego, a jedynie w Mohylewsko-Podolskim rejonie częściowo wkracza do dwóch wsi – Wendyczany i Niemija. Ta cecha – brak bliskości osiedli – wskazuje na strategiczny charakter „drogi Stalina”. A sama nazwa mówi sama za siebie: droga została wytyczona na polecenie przyszłego generalissimusa w przededniu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – Józefa Stalina. Miała ona połączyć Leningrad z granicą rumuńską na terenie winnickiego obwodu. Kolejną charakterystyczną cechą tej drogi jest brak na niej ostrych zakrętów. Projektanci wyznaczali jej przebieg niczym na polecenie samego krwawego dyktatora. Autostradę budowali „więźniowie”, jak twierdzi 90-letnia Ołeksandra Bidula z gospodarstwa Demianów Młyn w powiecie żmeryńskim. „Stalinkę” widać z okna jej domu. „Strażnicy mieli nawet orkiestrę dętą. Kiedy byłam młoda, mieszkałam po drugiej stronie autostrady” – mówi pani Aleksandra. Mój mąż był pracownikiem magazynu zaopatrującego tych, którzy pilnowali więźniów. Dawał im to, czego potrzebowali do pracy. Magazyn znajdował się w cerkwi we wsi Kacmazów. Poza wsią był obóz. Kolejny był w Słobodzie Noskowieckiej. Najpierw w namiotach, a potem zbudowano koszary. “Mój mąż długo tam nie pracował, bo został powołany do wojska. Ale kiedy mieliśmy wesele, zgodził się z szefami ochrony, żeby udostępniono muzyków. Pamiętam, jak grali muzykę na podwórku, a pies uciekł. Nie raz pytałam męża, po co im muzyka. A on się śmiał – „żeby mogli lepiej pracować”. I wykonywali tę ciężką pracę. Nosili ziemię taczkami. Kopali łopatami tam, gdzie była miękka i musieli ubijać nasyp. Układali też rury, które stoją w zakrętach. Traktory pojawiły się dopiero, gdy wszystko było na etapie planowania. Ochrona nie pozwalała nikomu tam się zbliżać. Ale chłopakom jakoś udało się przedostać. Mówili, że to faceci z taczkami. Chudzi jak patyki.
Maria Basista gotowała jedzenie dla skazańców. Powiedziała: „Dawali im takie świństwo, jak bydłu. Były ich tysiące. Wyciągali ludzi zza krat, nie wiadomo skąd i wrzucali tutaj. Och, ilu ich tu w ziemi przy drodze zostało! Teraz samochody latają po ich kościach!” – mówi pani Maria.
Obozy „zeków” ciągnęły się wzdłuż całej trasy. We wsi Prywatne, w rejonie Murowano-Kuryłowieckim, mieszkańcy wsi do dziś opowiadają, że więźniów przetrzymywano w barakach z desek. We wsi Romanków (obecnie Ukraińskie) również pokazują miejsce, które było wówczas ogrodzone zasiekami z drutu kolczastego. Nigdzie jednak nie przypominają sobie, by którykolwiek ze staruszków opowiadał o pogrzebach „więźniów”. Tam, gdzie polegli, tam pozostali na zawsze, zakładają mieszkańcy wiosek sąsiadujących ze „Stalinką”.
Być może z czasem historycy dogłębnie zbadają tę „białą” plamę i z dokumentami w ręku rzucą światło na budowę obiektu o znaczeniu wojskowym na południu obwodu winnickiego.
Od skrętu w stronę Słobody Noskiwieckiej widać ogromny kopiec w kształcie wielkiego krzesła, jak na dłoni. Jego konstrukcja jest najbardziej owiana mgłą tajemnicy. Wszyscy nazywają go „tronem” Stalina. Wysypano go rzekomo w jednym celu – sprawić niespodziankę wodzowi. Może nagle zapragnie przejechać się drogą… Mieszkańcy okolicznych wiosek pamiętają, że ziemię pod ten kopiec przynoszono w czapkach. Bowiem nie dawało się wwieźć taczek na tron. Gdyby ktoś na to pozwolił, zostałby bez głowy. Krzesło okazało się niezawodne. Minęło prawie 70 lat, a on stoi jak dawniej. Ale gdyby Stalin wiedział, które miejsce wybrano na tron, to Beria miałby robotę… To przeklęte miejsce! W okolicznych wsiach – Teleńce, Noskowce i Słoboda Noskowiecka – to wzniesienie nazywane jest turecką twierdzą. Mówią, że pod „stalinowskim tronem” znajduje się stary grób. Mówią, że chowane były w nim dziewczyny. Aby nie poddać się Turkom, popełniały samobójstwo. A więźniowie wykorzystali kopiec na grobie jako podstawę krzesła. To bardzo przerażające miejsce. Zginęło tam wiele osób. Gdy sowa krzyczy w nocy – to echo jest tak głośne, że aż włosy stają dęba. Jeśli się zgubisz – nie znajdziesz drogi aż do rana… Kierowcy widzą to samo zjawisko – młodą damę w bieli, z welonem na głowie.
Kiedyś, gdy nie było asfaltu, mężczyzna utknął na „Stalince” w cysternie z mlekiem i zasnął w kabinie na autostradzie. A kiedy wrócił nocą do domu, nikt go nie rozpoznał – taki był przestraszony. „To miejsce też doprowadzało mnie do szału” – mówi Walentyna Bidula, mieszkanka Teleńców. Kiedy moja matka umierała, poprosiła dzieci, żeby się zebrały. Jej córka pojechała do Żmerynki odebrać siostrę. Jej chłopak zabrał ją na motocykl. Kiedy wracali, na zjeździe na “stalinkę” potrąciła ich „ciężarówka”. Kierowca nawet się nie zatrzymał. Na szczęście za nimi jechali dobrzy ludzie. Moja córka spędziła wtedy 13 dni na oddziale intensywnej terapii, była na skraju śmierci. Kręgosłup mojej siostry został uszkodzony. Na szczęście powoli wyszliśmy z kłopotów. Ale jak bardzo się martwiliśmy wówczas – matka w trumnie, dzieci i siostra – w szpitalu! Naprzeciwko „fotela Stalina”, po przeciwnej stronie drogi, znajduje się tablica pamiątkowa z napisem: „Podzyhun Ołeksandr Nikiforowicz, tragicznie zginął 30 kwietnia 1990 roku”. Nieco dalej znajduje się czarna marmurowa stela z czterema portretami młodych policjantów. Tego deszczowego wieczoru 11 lipca 1998 roku zastępca komendanta Milicji z Ruchu Drogowego Serhij Berczuk, jego koledzy Leonid Matiasz, Serhij Serhijew i Wiktor Franczuk wracali z Mohylewa Podolskiego. Ciężarówka nagle wjechała na przeciwległy pas, a cała czwórka z milicyjnego „Żyguli” zginęła na miejscu wypadku w wyniku czołowego zderzenia. W tym samym miejscu zginął kolejny na „Stalince”. Kierowca samochodu osobowego uderzył w tył autobusu. Wieniec żałobny złożony na samym zakręcie w Telelyńcach na długo przypomina o tej tragedii. Ludzie ginęli nawet po tym, jak miejscowy batiuszka poświęcił to miejsce…
Wróćmy do historii. Równie nagle, jak rozpoczęto budowę „Stalinki”, prace zostały niespodziewanie przerwane jesienią 1940 roku. Historycy tłumaczą to faktem, że potrzeba jej budowy zniknęła po przeniesieniu granicy z Rumunią na brzegi Prutu po okupacji przez Związek Sowiecki Bessarabii. Przez 36 następnych lat „Stalinka” czekała na ukończenie prac, których fundamenty wykonali więźniowie. W 1976 roku władze regionu przystąpiły do doprowadzenia sprawy do końca. Na czele budowy stanął ówczesny zastępca przewodniczącego obwodowego komitetu wykonawczego, Mykoła Tunik. Już na początku lat 80. XX wieku ruch na „Stalince” został otwarty. Nowa trasa stała się szczególnie dogodna dla mieszkańców terenów, przez które przebiegała. Odległość między centrum regionu a Mohylewem Podolskim skróciła się o prawie 50 kilometrów. Gładka plandeka zdaje się unosić pod kołami – zjazdy stale przeplatają się z podjazdami. Niektórzy kierowcy wykorzystują to, aby oszczędzać paliwo, przełączając bieg jałowy na długich zjazdach. Jednak nie wszyscy znają skomplikowaną historię budowy tej drogi.
Nie zaszkodzi przypomnieć sobie choćby o „fotelu” Stalina. Nie bez powodu to miejsce nazywane jest „Trójkątem Bermudzkim” na Podolu Wschodnim. Może wszyscy żyjący powinniśmy uświadomić sobie, że ta autostrada to miejsce masowych pochówków, gdzie chowani są czyjś dziadkowie, ojcowie, bracia, synowie czy zwykli ludzie radzieccy. A świadomość tego może dać zrozumienie skali tragedii i uświadomić, że władze powinny w końcu postawić na autostradzie choćby prosty krzyż, pod którym potomkowie niewinnie zamordowanych skazańców mogliby składać kwiaty, wieńce lub pochylać głowy!
Słowo Polskie za: M. Antonyuk „Przez kamienie milowe historii”, relacje naocznych świadków ze wsi Kacamazów, tekst oraz zdjęcia: Historia Mohylewa Podolskiego na Facebook, 19 maja 2026 r.
Leave a Reply