Dzień z życia piechura w tak zwanej „kill zone”

Tak zwana „kill zone” to obszar oddalony o 1–5 kilometrów od linii bezpośredniego starcia bojowego, na którym armia rosyjska niszczy wszystkie schrony, pozostałości budynków, a nawet nory, w których piechota może się bronić.

Na szerszym obszarze, 5-15 kilometrów od LBS, okupanci sprawiają, że przemieszczanie się ukraińskiego personelu wojskowego jest niezwykle ryzykowne, a czasami wręcz niemożliwe.
Dobra wiadomość, jeśli to jeżeli można to tak nazwać w zasadzie, jest taka, że strefa rażenia działa w obie strony. Rosjanie są również atakowani przez ukraińskie drony FPV, a, jak zapewnia ukraińskie wojsko, wrogowi zajmuje to jeszcze więcej czasu, zanim dotrze do swoich pozycji.

Ustanowienie „kill zone” dyktuje nowe zasady wojny. Artylerzyści wycofują się w głąb i czasami w ogóle nie mają co robić, ponieważ nie wystarcza zasięgu pocisku.

Jedynymi, którzy wyróżniają się na tej liście, są piechurzy. To oni najmniej, a jednocześnie najbardziej ucierpieli w wyniku utworzenia strefy śmierci.

Najmniej — bo na linii frontu byli i są 50-letni mężczyźni w „pikselu” z karabinami szturmowymi w rękach.

Przede wszystkim dlatego, że teraz pokonują 5-10 kilometrów by dotrzeć do pozycji pod rosyjskimi dronami FPV w powietrzu i na ziemi. I znajdują się na tych pozycjach przez 100-150 dni.

Przez ponad sześć miesięcy całe wsparcie pozycji piechoty odbywało się wyłącznie za pomocą ciężkich dronów typu „Vampyre” itp.

To drony, które w 2023 roku otrzymały od wroga przydomek „Baba Jaga”, ponieważ ich rozmiar, dźwięk i ilość obrażeń przerażały piechotę wroga, stały się teraz „Inpostem” dla ukraińskich piechurów.

Niosą na sobie wszystko, od krótkofalówki po sałatkę od mamy, ale tylko jeśli nie zostaną zestrzelone przez wrogiego drona FPV.

Słowo Polskie za: EP , fot. ukraińskie armatohaubice gdzieś w okolicach Łymanu, Redakcja, 23 stycznia 2026 r. 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści