Biskup ordynariusz Kościoła rzymskokatolckiego na Ukrainie o kierunkach rozwoju kraju, spotkaniu z Marco Rubio i wartościach rodzinnych

Biskup Witalij Krywicki, przedstawiciel duchowieństwa rzymskokatolickiego w połowie lutego gościł w ukraińskim Radiu NV. Biskup Biskup ordynariusz diecezji kijowsko-żytomierskiej opowiedział o spotkaniu z 72. sekretarzu stanu USA Marco Rubio, korupcji na Ukrainie, zmęczeniu wartościami liberalnymi i głosowaniu ukraińskiej diaspory na Trumpa.

W całości wywiad z możliwością jednoczesnego tłumaczenia na język polski można obejrzeć na https://www.youtube.com/watch?v=til6To-p8is . Poniżej dodaliśmy kilka ciekawszych wypowiedzi księdza biskupa jako odniesienia do powyższych kwestii.

…Jeśli mówimy o współczesnej Europie, to wciąż są to kraje liberalne, to są liberalne wartości. I tu pojawia się pytanie, czy naprawdę możemy powiedzieć Amerykanom, tym, którzy są konserwatystami, tym, którzy mieszkają, nie wiem, w tych Red States, którzy tradycyjnie głosują na Republikanów, powiedzmy, albo teraz głosują na Donalda Trumpa, jako lidera Partii Republikańskiej, że dla nich Rosja jest krajem, który odpowiada tradycyjnym wartościom? Jest tam również wiele deklaracji, że jesteśmy tam prawdziwymi chrześcijanami. Czy to dostrzegacie? Czy często się z tym spotykacie? Cóż, myślę, że to również jest nieco manipulacyjne, cóż, pytanie, nurt myślowy, taki jak na przykład uogólnianie Europy, że cała Europa przeszła swój liberalny rozwój. 

W rzeczywistości istnieją dziś w Europie społeczeństwa, które są zmęczone tym ruchem i dziś ciążą ku prawicy. To, co dzieje się we Francji, Hiszpanii, mówimy o Polsce, mówimy o Węgrzech, nie tylko o przywódcach, bo znamy ludzi, znamy nasz Kościół, który faktycznie wspiera Ukrainę. Ale oni jednak skłaniają się ku tradycyjnym wartościom konserwatywnym. I powinniśmy o tym wiedzieć, jeśli chcemy być ich partnerami. Chodzi o to uogólnienie, które mogło nastąpić zwłaszcza po rewolucji francuskiej, która całkowicie oddzieliła Kościół i nie traktowała go jako partnera. Czym właściwie jest takie, powiedzmy, polityczne przechylenie? Bo wtedy pytanie brzmi: kto kształtuje sumienie państwa? Kto wyznacza tak zwane czerwone linie, których zdecydowanie nie można przekroczyć? Rozumiem, że sumienie, podobnie jak prawodawstwo, nie jest czymś statycznym. Może się zmieniać wraz z ludźmi. Kto tworzy fundamenty państwa? I ludzie dziś skłaniają się ku tym fundamentom. Zwykle nie zmieniają się wraz z nową kadencją prezydenta, premiera czy kogokolwiek innego. Jakie są fundamenty państwa? I jesteśmy bardziej świadkami, niż ktokolwiek inny mógłby obserwować te procesy z zewnątrz. A dziś jesteśmy ofiarami, gdy wiemy, że ktoś mówi, że obraliśmy liberalną drogę rozwoju. Amerykanie mówią: „Więc nie jesteśmy z wami”. Ale kiedy mówimy o poszanowaniu wartości rodzinnych, wartości konserwatywnych, i dajemy to tylko Rosji, która jest ich wielbicielem, to nie pójdziemy już tą drogą. Oni płacą podatki, my przestaniemy płacić. Robią inne rzeczy, które robią w Polsce, Włoszech, Stanach Zjednoczonych i Argentynie. Czy przestaniemy tylko dlatego, że robią to Rosjanie? Wydaje mi się, że to manipulacja, kiedy dziś przenosimy wartości konserwatywne na państwo agresora…

To bardzo ważna rozmowa, poruszyliśmy w istocie bardzo ważny temat, ale od tego zależy, co będzie dalej. Zadaliśmy to pytanie, spotykając się, mam na myśli, z naszym prezydentem, z premierem i wieloma innymi. Po co ta wojna, skoro za 15 lat nie będzie miał kto płacić składek emerytalnych?

Jeśli nie mamy ludzi, których mamy dzisiaj – to nie mamy dziś kryzysu, mamy katastrofę. Więc właściwie, jeśli mówimy o demografii, to właśnie dlatego obraliśmy takie skrzydło, bo te same stany, o których mówimy, są liberalne, mają te same problemy. A jednocześnie, w kręgach konserwatywnych – wszystko tam jest w porządku. Widziałem to na przykład w Wisconsin. Widziałem społeczności, które, cóż, rozwijają się, rosną, rosną naturalnie. Trzymają się podstaw… W rzeczywistości są to ludzie wolni, którzy mimo wszystko doceniają to, co mają. Doceniają te konserwatywne wartości. I tak naprawdę, cóż, to są szczęśliwi ludzie. Ludzie, którzy być może są nawet trochę odcięci od ciągłych rozmów, które prowadzimy. Nawet w jednym takim konserwatywnym kręgu spotkałem się z takim słowem, kiedy jedna osoba, która latami, właściwie jeszcze przed wybuchem wojny na pełną skalę, już pomagała Ukrainie na jeden taki fundusz. A ta osoba mówi: „Powiedz mi, biskupie, powiedz mi, kto lepiej pomoże, żeby ta wojna się skończyła, żeby ludzie nie ginęli? Ukraina czy Rosja?”. No i otworzyły mi się oczy. Myślałem, że coś źle zrozumiałem. No i jej ludzie od razu rzucili w nią kapeluszami. Ona mówi: „Co ty mówisz? Co ty mówisz?”. No cóż, chcemy, żeby było miło!

…Jeśli przejdziemy do Marka Rubio, no tak, oczywiście, jest on katolikiem. I tak się złożyło, że w poprzednią niedzielę przed tygodniem ukraińskim pełniłem posługę w jego parafii. To właśnie na Florydzie miałem okazję głosić kazanie w tej parafii. Ciekawy zbieg okoliczności. Tak, właściwie, mówiąc szerzej, nie miałem tam być w tę niedzielę. Można powiedzieć, że to była Opatrzność Boża. I były inne plany, były inne plany w zupełnie innym stanie. Ale potem, mówimy to jakby po ludzku, że wszystko nie pasowało, nie wyszło, ale wtedy zrozumiałem już, że to spotkanie musiało się odbyć i dlatego Bóg naprawdę mnie tu poprowadził. Więc, glosząc w tej parafii, rozmawiając z ludźmi, którzy go bardzo dobrze znają, zapytałem, czy mógłbym się z nim spotkać. Powiedzieli, że zapytają, czy jest to możliwe, jeśli będzie obecny na wieczornej liturgii. Oczywiście powiedziano mi, że pojutrze mogę go odwiedzić. Nasze spotkanie było serdeczne i szczere. Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że odbyło się to w duchu spotkania współwyznawców, ludzi z tego samego kościoła, z bratem w wierze. No i dlatego nasze dalsze rozmowy odbywały się w tym samym duchu. To znaczy, nie byłem oficjalnym przedstawicielem naszego państwa. Byłem jak brat w wierze, który mógł albo zadać pytanie, albo go wysłuchać, na przykład. Z tego, co widzę, Marco nas rozumie, ponieważ, jak wiesz, pochodzi z narodu kubańskiego. A dziś walczymy, aby system, który oni mają, nie wrócił do nas. W tym roku miałem okazję spotkać się z dużą liczbą Kubańczyków. Kubańczyków, którzy wyjechali w świadomym wieku lub urodzili się w Stanach Zjednoczonych, ale którzy wiedzą, co dzieje się na Kubie. Panuje tam tak represyjny reżim socjalistyczny, że praktycznie niszczy każdą inicjatywę i nie pozwala człowiekowi się rozwijać, trzyma go w kajdankach. A kiedy musiałem nawet czasami tłumaczyć, jak okropny jest totalitarny system komunistyczny, w pewnym momencie powiedzieli mi: „Wstrzymaj się z tym, bo my to wszystko wiemy”. I właśnie tak czuję z perspektywy, Marco Rubio. Wydaje mi się, że on naprawdę nas rozumie. Rozumie, o co walczymy. Cóż, nie rozmawialiśmy, zaraz porozmawiam, nie rozmawialiśmy o tym amerykańskim prezydencie. Nie rozmawialiśmy o naszym prezydencie, nie poruszaliśmy kwestii negocjacji, chociaż, cóż, negocjacje zawsze są obecne w naszych chrześcijańskich czy katolickich kręgach.

Zawsze musimy przyjechać na te negocjacje i coś tam podpisać. Tak, mówię to bardzo ogólnie. Rozmawialiśmy więc z nim o naszym celu w tej sprawie, na tej karcie historii, że każdy z nas wypełnia jakąś misję. Rozmawialiśmy o cierpieniu narodu ukraińskiego. Właściwie poświęciłem dużo, a może nawet lwią część naszego spotkania, na mówienie o tym, jak Kijów teraz cierpi, jak cierpią inne miasta i że to nie jest zwykły konflikt zbrojny. On to doskonale rozumie. Ale tak właśnie używamy słowa „ludobójstwo”. Tak, oczywiście, aby to słowo mogło być używane w takich stosunkach międzynarodowych, musi zostać zaakceptowane, przynajmniej przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Ale dziś widzimy, że wszystkie warunki, które rozwijają się wokół Ukrainy, wydają się być przeciwne naszemu narodowi. I ostatecznie zostało to omówione nie tylko na tym spotkaniu z amerykańskim sekretarzem stanu.

W kościele, nawet jeśli ksiądz wygłasza kazanie lub na przykład udziela jakiegoś rodzaju wyjaśnienia, bardzo często dana osoba sama dochodzi do tego wniosku, bardzo często jednocześnie z tym, jak zmieni swoje życie, jak podejmie kolejne kroki, biorąc to pod uwagę. Dlatego tak naprawdę nie wyciągałem tego od niego, a czas nam na to nie pozwalał. Mieliśmy tylko pół godziny, biorąc pod uwagę harmonogram Sekretarza Stanu. To niezwykle wysokie stanowisko, więc rozumiemy dlaczego. Cóż, ile czasu to dużo czasu, tak naprawdę mieliśmy. Mówię tak, ponieważ Sekretarz stał już nad nami przez ostatnie 5 minut. I pożegnaliśmy się bardzo szybko, on wybiegł. I zostawiłem to jemu. Przypomniałem mu również o mojej misji na naszym spotkaniu, w tym o byciu w tym miejscu tego dnia…

Słowo Polskie za: NV, 23 lutego 2026 r.

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści