Biskup Jan Sobiło o trudnej sytuacji w Zaporożu

Po kolejnym zmasowanym ataku armii rosyjskiej na ukraińskie miasta, w tym Zaporoże, miasto i okolice powoli odnawiają się po zniszczeniach, ranach i ofiarach wśród ludności cywilnej. Biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporoskiej Jan Sobiło w rozmowie z mediami watykańskimi  opowiedział, jak mieszkańcy miasta znoszą syreny, zimno oraz brak prądu i ogrzewania.

„Dzisiaj o ósmej rano odprawiliśmy Mszę Świętą. Byli również goście z Włoch: dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych na Ukrainie, o. Luca Bovio IMC, ze swoimi współpracownikami. Podczas nabożeństwa słychać było głośne eksplozje: bombardowanie trwało. Widziałem też zestrzelonego drona: poleciał jak kula ognia, spadł i wciąż płonął w powietrzu. To był bardzo hałaśliwy poranek”. Mimo wszystko ludzie nadal się modlą. Smutno to mówić, ale jesteśmy przyzwyczajeni do wojny. Syreny alarmowe wyją bez przerwy, dniem i nocą. Wiele osób nie schodzi już do schronów, ponieważ nie da się tego robić za każdym razem. W przeciwnym razie musieliby mieszkać w schronach cały czas. Dlatego ludzie starają się żyć najlepiej, jak potrafią” – mówił bp. Jan.

Jednym z najpoważniejszych problemów pozostaje brak prądu. „Często zdarzają się przerwy w dostawie prądu” – wyjaśnia biskup. „Dziś, na przykład, niektóre obszary są pozbawione prądu, a inne go mają. W Zaporożu całkowita przerwa w dostawie prądu zdarza się rzadko, ale okresowe przerwy w niektórych obszarach zdarzają się regularnie, ponieważ nie ma wystarczająco dużo energii dla wszystkich”.

Sytuacja z ogrzewaniem w dużej mierze zależy od rodzaju budynku: „Ci, którzy mają gaz, tak jak my, mogą się ogrzać. Ale w wielu nowoczesnych wieżowcach wszystko działa na prąd. Gdy nie ma prądu, nie ma ogrzewania, pompy nie działają, nie ma nawet wody. Niektórzy ogrzewają się w samochodach: wieczorem wsiadają do samochodu, trochę się rozgrzewają, wracają do domu i idą spać ubrani, żeby się ogrzać”. Ta sytuacja dotyczy nie tylko Zaporoża, ale także innych miast, na przykład Kijowa i Dniepru.

W tak trudnych warunkach parafie stają się ważnym miejscem wsparcia. „Ludzie nadal przychodzą na mszę” – mówi biskup Sobilo. „W pobliżu konkatedry, w sanktuarium Boga Ojca, bracia albertyni rozdają chleb cztery razy w tygodniu. Przychodzi za każdym razem około półtora tysiąca osób, a w soboty – do dwóch tysięcy. Otrzymują chleb i konserwy”. Jednak zasoby maleją. „Sytuacja jest bardzo trudna” – przyznaje – „bo tej pomocy jest coraz mniej. Coraz trudniej tam dotrzeć, a nie wszyscy przewoźnicy zgadzają się dostarczać nam pomoc. Ale bracia albertyni nadal pieką chleb, ktoś im przywozi konserwy, niektóre organizacje pomagają. I tak to trwa”.

Po świętach Bożego Narodzenia dotarła również specjalna dostawa: „Przyjechała ciężarówka z pomocą kardynała Konrada Krajewskiego” – mówi biskup. „Przywieźli makaron instant. Są pyszne, lekko pikantne i ludzie bardzo je cenią, bo na zimno rozgrzewają. Żołnierze na froncie też o nie proszą, bo są lekkie i łatwe w transporcie. Mówią, że ten makaron ratuje im życie. Jest więc czym się podzielić zarówno z biednymi, jak i z wojskiem”.

Dla lokalnego Kościoła wspieranie wojska jest jednym z priorytetów. „Niezwykle ważne jest, aby pomagać naszym żołnierzom” – podkreśla nasz rozmówca. „Jeśli oni nas nie chronią, to nie potrzebujemy żadnej innej pomocy. Wtedy przyjdą okupanci i zabiorą wszystko. Dlatego modlimy się za nich i wspieramy ich na wszelkie możliwe sposoby: oni bronią naszej ojczyzny”.

Sytuacja na froncie pozostaje bardzo napięta. „Przed tą zimą było trochę spokojniej” – wyjaśnia biskup rzymskokatolicki. „Byliśmy przekonani, że nasza armia powstrzyma agresora przed dostaniem się do miasta. Teraz widzimy, że Rosjanie nacierają i zbliżają się do Zaporoża, front pęka, nasi ludzie są w bardzo trudnej sytuacji”. W tych okolicznościach mróz tylko pogarsza sytuację: „Bombardują nasze miasto, system energetyczny, wszystko, co daje nam światło i ciepło. I dlatego jest to bardzo trudne dla ludzi, ale także dla żołnierzy. Armia rosyjska wykorzystuje tę zimę, aby posuwać się dalej”.

Z ludzkiego punktu widzenia ciężar wojny jest ogromny. „Są ludzie, którzy mówili: »Nigdy stąd nie wyjadę«” – mówi biskup. „Teraz widzę, jak pakują walizki i wyjeżdżają z rodzinami. Dzieci nie mogą już tego znieść: drony latają dniem i nocą, są zestrzeliwane. To ogromny ciężar emocjonalny, zwłaszcza dla najmłodszych”.

Biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporoskiej apeluje do wszystkich, którzy mogą, o pomoc w miarę możliwości, podkreślając, że mieszkańcy jego diecezji stracili wszystko. „Bez prądu i wody przedsiębiorstwa nie mogą funkcjonować, a potrzeby są ogromne” – zauważa. Zwracając się do czytelników i słuchaczy mediów watykańskich, wyraża wdzięczność za solidarność. „Przede wszystkim dziękujemy Ojcu Świętemu za bliskość, słowa wsparcia i pomoc, jakiej udziela nam za pośrednictwem kardynała Konrada Krajewskiego. Nieustannie się modlimy. Czasami wydaje się, że świat nie dostrzega okrucieństwa tego, czego doświadczamy. Proszę was: nie zapominajcie o Ukrainie. Pamięć i wsparcie ludzkich serc rozgrzewają nasze serca”.

Słowo Polskie za: rkc, fot. Wikipedia, 8 lutego 2026 r.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do treści