Jak się ubierały panie na Podolu w XIX wieku?

Podolskie dzieci. Fot. https://www.facebook.com/Szczeniowski2017/

Dobrobyt w zakątku, kędy cukrownictwo czy cukrowarstwo panuje, pośród gminu widoczny; wyradza on pewne zachcenia wygody, zwracającej niemal na każdym kroku uwagę wędrowca. Chaty duże, czysto utrzymane, poczucie potrzeby świeżego w nich powietrza, więc okienka odmykane, zwykle zwrócone ku ulicy, kiedy dawniej wychodziły tylko na podwórko chłopskiej zagrody,- estetyczne popędy – więc firanki i wazoniki w tych oknach.

W ogrodach trochę więcej wyszukanego kwiecia, bo obok lubystka, ostróżek, maków i malw wysoko sterczących, zapanowała piwonia, a i róża zdobywa sobie prawo obywatelstwa; w sadach nie dziczki już, ale doborniejsze drzewa owocowe.

I w ubiorach modyfikacja znaczna: kmieć, obok kapelusza i czapki baraniej, używa kaszkietu, używa i kamizelki, a szyję okręca czerwonym szalem, dla ozdoby widocznie, bo zarówno zimą jak latem; zamiast długiej opończy z kapiszonem, suto wyszywanej, gunia z sukna siermiężnego, a często kaftan dymowy, szpetny; buty koniecznie do nogi robione, na korkach, bez śladów dziegciu; łapciów skórzanych, tak zwanych „postołów” nie widziałem już nigdzie.

Weselna para przed pałacem Grocholskich w Strzyżawce. Ze zbiorów rodzinnych Henryka Grocholskiego. https://www.facebook.com/grocholski

W ubiorach kobiecych zmiany jeszcze bardziej rażące. Stare wprawdzie niewiasty noszą do dziś „zapaski”(płachty wełniane zamiast spódnic), rozmaitej barwy, stosownie do miejscowości, grube lniane koszule, marszczone na ramionach i piersiach; ale ich córy nadobne zupełnie się wyrzekły dawnego obyczaju, – szczególnie postrzegać się to daje w osadach wiejskich, w okolicy miasteczek położonych, w sąsiedztwie fabryk cukrowych, jak w Kuryłowcach, Jaryszowie, Szarogrodzie.

Tak w ostatnim z nich widziałem sui generis przystrojenie: koszula perkalowa bez żadnych wyszywań, pierś cała obwieszana koralami, pośród których figuruje duży zloty medalion, zwany zwykle dukaczem; – dawniej była to donatywa z XVI albo z XVII wieku, wreszcie moneta staroniemiecka, bo odbijanych w fabrykach za Dnieprem (podobno w Głuchowie), dla ozdoby tego rodzaju przeznaczonych wyłącznie, tutaj nie spotykaliśmy nigdy. Teraźniejszy dukacz nowiutki, wymuskany wyrób mennicy wiedeńskiej, z wizerunkiem Franciszka Józefa, reprezentujący wartość 25 rubli. Za to zapaska wypędzona ostatecznie, a na jej miejscu kilka różnokolorowych spódniczek, z których spodnia najdłuższa, inne coraz krótsze; na nogach butynki, zamiast kolorowych butów; na głowie, zamiast złoconego barwinku, kiczki i bind różnokolorowych do niej upiętych, sztuczne kwiaty, włos zaś upomadowany, we dwie kosy upleciony.

Jaryszowianki w podobny także sposób stroją swoje główki; na perkalowych koszulach wyszywania bardzo skromne; kaftaniki cienkie sukienne, przypominające mantyle; spódnice ciemne, bufiaste, (kiedy w sąsiednich Kuryłowcach czerwone, jaskrawe); ale za to o nogę dbają najwięcej i pończocha jest powszednim przyodziewkiem; butynki kunsztowne, na wysokich korkach, zesznurowane barwnym wełnianym sznurkiem, o sutych chwastach, a zapiętki nabite żółtymi metalicznymi guzikami.

Walery Franczuk na podstawie tekstu Dr. Antoniego J. (Rolle), „Po małych drogach”, „Kłosy”, 1884 r., 20 października 2018 r.

Skomentuj ewa Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *